sobota, 21 stycznia 2012

Lekcja z agresji na Libię: Chaos nie jest niespodzianką




Na przestrzeni historii ataki wojskowe na suwerenne narody zawsze oznaczały śmierć, zniszczenie i chaos, które wcale nie kończą się w momencie zakończenia inwazji. Spójrz na Irak, Afganistan, Palestynę, Wietnam, Irlandię Północną - a nawet II Wojnę Światową i Zimną Wojnę.

Dlaczego więc w Libii miałoby być inaczej? Obecnie media zachodnie są "przerażone" trwającymi nadal strzelaninami między walczącymi frakcjami. Reuters donosi, że "starcia między rywalizującymi libijskimi milicjami zabiły dwie osoby i raniły 16, w ostatnich aktach przemocy z udziałem zbrojnych grup odmawiających złożenia broni."[1]

A czego niby Zachód się spodziewał? Suwerenny kraj - Libia - został zaatakowany i opanowany przez siły NATO, na podstawie fałszywego pretekstu wspartego przez obłudną Rezolucję ONZ, która doprowadziła do zabicia i okaleczenia dziesiątek tysięcy Libijczyków oraz zbombardowania ich domów i infrastruktury. Kraj został splądrowany i doprowadzony do totalnego chaosu, a jego przywódcy oraz ich dzieci i wnuki pomordowani na żywo w telewizji, z czego sekretarz stanu USA Hillary Clinton publicznie zrywała boki...[2]

Brzmi to podobnie jak osiem lat inwazji na Irak, gdzie ohydna przemoc panuje do dziś. Podobnie jak Afganistan. Jak 60 lat codziennego życia w Palestynie. Podobnie jak Serbia dwie dekady temu i Wietnam cztery dekady temu.

Czy Zachód jeszcze raz zagrał w to samo?! Nie wydaje mi się.

Chłopcy od geopolitycznego planowania w Radzie Stosunków Zagranicznych (CFR), Komisji Trójstronnej, American Enterprise Institute i AIPAC mają zbyt dużo doświadczenia, aby ponownie potknąć się o ten sam kamień.

Czy oznacza to, że ​​zniszczyli Libię celowo? Oczywiście, że tak!

Codzienne obrazki piekła jakim stała się Libia, którymi przez blisko rok byliśmy karmieni przez media, oraz tak zwana "Arabska wiosna" - zbrojne powstania wspierane przez CIA, MI6, Mossad i NATO - są wystarczająco wymowne. Te zachodnie organizacje terrorystyczne ("agencje rządowe ds. brudnych sztuczek"), wykonały świetną robotę!

Spójrz na to, co robią teraz w Iranie, gdzie bez skrupułów otwarcie przyznają, że jeżdżą po ulicach Teheranu mordując naukowców i cywilów i wysadzając bombami budynki i instalacje.[3] [4] Czy ktoś może podać bardziej jasny przykład terroryzmu sponsorowanego przez państwo? Terroryzmu, do którego otwarcie przyznają się sami jego sprawcy - Izrael, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania?

Zniszczenie Libii i innych "państw zbójeckich" było i jest głównym celem Globalnej Oligarchii Władzy. Niesie ono ze sobą przesłanie dla całego świata, wymowne ostrzeżenie i groźbę dla każdego narodu na Ziemi:

"Jeśli możemy to zrobić w Libii, możemy to zrobić w każdym cholernym kraju w którym chcemy." 

"Albo jesteś z nami albo przeciwko nam" - mówi doktryna Busha po 9/11...

Czy słyszałaś to, Wenezuelo? Czy słyszałaś to, Syrio? I ty, Ekwadorze, Nigerio, Pakistanie i Boliwio!!?

Naturalnie odległość w czasie pomiędzy groźbami a zbrojną agresją jest odwrotnie proporcjonalna do odległości, w jakiej "państwo zbójeckie" znajduje się od Rosji i Chin...

W artykule z 30 grudnia 2011, pod tytułem "2012: Rok rządu światowego"[5], opisałem 12 "wyzwalaczy", które Globalna Oligarchia Władzy Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej używa do narzucenia globalnej dominacji. Wyzwalacz nr 10 mówi wprost o "Atakach na «państwa zbójeckie»".

Widzisz, istnieją wzorce, jeśli wiesz, gdzie patrzeć. Na przykład, Libia Kadafi-ego, Wenezuela, Iran, Syria i wiele innych państw muzułmańskich posiada banki centralne, które są prawdziwie niezależne. Niezależne nie od władz lokalnych, jak chcieliby tego jajogłowi z Harvardu i CFR, ale niezależne od MFW, Goldman Sachs, Citibank i pasożytniczej lichwiarskiej globalnej bankierskiej kabały Rothschildów i Rockefellerów.

Inny wzór? Libia ma dziewiąte co do wielkości rezerwy ropy naftowej na świecie, największe w Afryce. Kaddafi szykował się do wprowadzenia Złotego Dinara - waluty wykonanej z prawdziwego złota, a nie cienkiego papieru jak dolar czy euro - do rozliczania handlu libijską ropą naftową. A następnie - dlaczego nie? - do wprowadzenia go do handlu ropą w całej Afryce i na Bliskim Wschodzie... Był to bezpośredni atak na hegemonię dolara w handlu ropą naftową!

Saddam Husajn zrobił coś podobnego, kiedy zdecydował się na wykorzystanie euro zamiast dolara w handlu ropą w ramach programu "ropa za żywność", zezwolonego w Iraku w ramach sankcji ONZ. Było to w listopadzie 2002 roku i jeśli dobrze pamiętam stary Saddam popadł w kłopoty w marcu 2003 roku...

Inny wzór? Przywódcy takich krajów jak Libia, Irak, Afganistan i Serbia byli krótkowzroczni jeśli chodzi o kluczowe kwestie geopolityczne, dlatego kiedy zrobiło się wokół nich gorąco, niezmiennie pozostawali sami w krzyżowym ogniu Zachodu. Nie ukształtowali strategicznych sojuszy, przez co zostawali na lodzie.

Kadafi zrobił jeszcze gorzej: spędził ostatnie kilkanaście lat, zanim został zamordowany, robiąc zadośćuczynienia Stanom Zjednoczonym, Wielkiej Brytanii, Włochom, Unii Europejskiej. Dlatego media są pełne słodkich zdjęć Kadafiego obejmującego Bush-a, Kadafiego obejmującego Tony Blair-a, Kadafiego z królem Juanem Carlosem, z Sarkozy-m, Zapatero, Cameron-em, Brown-em, Obamą, Chirac-iem... Mamy nawet zdjęcie Silvio Berlusconiego całującego Kadafiego w rękę! (we wrześniu 2010 roku - jest nagranie wideo...)


9 lekcji z agresji na Libię

1) Nie ufaj zachodnim mocarstwom, zwłaszcza Stanom Zjednoczonym, Wielkiej Brytanii, Francji, Włochom i Izraelowi.

2) Nie trzymaj się władzy zbyt długo. Zwłaszcza, jeśli możesz ją przekazać inteligentnemu spadkobiercy, jak Saif-Kadafi. Ojciec powinien to zrobić co najmniej pięć lat temu...

3) Nie ufaj zachodnim mocarstwom.

4) Nie pozostawaj w osamotnieniu. Znajdź dobrego sojusznika: Rosję lub Chiny - na przykład. Spytaj Iran - rozumie sprawę bardzo dobrze.

5) Nie ufaj zachodnim mocarstwom...

6) Bądź bardzo ostrożny względem zachodnich organizacji terrorystycznych, jak CIA, MI6, Mossad i ich prywatnych kamratów: Blackwater/Xe, Halliburton i innych.

7) Nie ufaj zachodnim mocarstwom...

8) Nie pozwól "zachodnim mediom" przekazywać wiadomości na temat tego co dzieje się w twoim kraju. Media rosyjskie, chińskie, irańskie i z Ameryki Łacińskiej stają się niezwykle ważne.

9) I na koniec - Nie ufaj zachodnim mocarstwom!


Adrian Salbuchi
Tłumaczenie: davidoski


free counters




sobota, 14 stycznia 2012

Jak media wmanipulowują świat w wojnę






W czasie kiedy rząd amerykański i irański eskalują napięcia w niepewnym regionie Cieśniny Hormuz, a Chiny i Rosja otwarcie kwestionują wtrącanie się Waszyngtonu w ich wewnętrzną politykę, świat pozostaje na ostrzu militarnego napięcia. W tym czasie media są centrum zwiększania tych napięć i przygotowania społeczeństwa na oczekiwanie konfrontacji militarnej.

W czasie kiedy bębny wojny znów zaczynają bić wokół Iranu, Syrii, na Morzu Południowochińskim i innych potencjalnych punktach zapalnych na świecie, zaniepokojeni ludzie pytają, jak to możliwe, że świat, tak mający dość rozlewu krwi i tak zmęczony konfliktami może zostać ponownie doprowadzony do wojny. Aby zrozumieć ten rzekomy paradoks, musimy najpierw zrozumieć wielowiekową historię tego w jaki sposób media są używane do zapędzenia społeczeństwa w wojenną gorączkę, dehumanizowania rzekomych wrogów i manipulowania opinii publicznej, aby wierzyła w przyczyny wojny, które po dekadach okazują się całkowicie fikcyjne.

Termin "żółte dziennikarstwo" został ukuty dla opisania tego rodzaju sensacyjnego, żerującego na skandalach i często błędnego stylu dziennikarstwa spopularyzowanego przez prasę, taką jak New York Journal William'a Randolph'a Hearst'a. W jednym z najbardziej rażących przykładów tego zjawiska, gazety Hearst'a szeroko trąbiły o zatonięciu amerykańskiego okrętu Maine jako robocie Hiszpanów. Wpędzone w anty-hiszpański szał przez codzienne bombardowanie historiami przedstawiającymi hiszpańskie wojska rzekomo torturujące i gwałcące Kubańczyków i pchnięte nad przepaść przez incydent ze statkiem Maine, społeczeństwo radośnie powitało rozpoczęcie amerykańsko-hiszpańskiej wojny. Mimo że obecnie powszechnie wiadomo, że eksplozja na Maine spowodowana została przez pożar w jednym z przedziałów składowania węgla, początkowe krzykliwe informacje o hiszpańskim zaangażowaniu doprowadziły naród do wojny. Haniebne słowa przypisywane Hearst'owi, wypowiedziane do swego ilustratora "Ty dostarczysz zdjęcia, a ja dostarczę wojnę" doskonale opisuje metodę, za pomocą której społeczeństwo jest wpędzane w wojnę od dziesięcioleci.

Stany Zjednoczone zostały wciągnięte do I wojny światowej przez zatopienie okrętu Lusitania, brytyjskiego liniowca oceanicznego wiozącego amerykańskich pasażerów, który został storpedowany przez niemieckie U-booty u wybrzeży Irlandii, zabijając ponad 1.000 jego pasażerów. To o czym społeczeństwo nie zostało poinformowane, to, że zaledwie tydzień przed tym zdarzeniem, Pierwszy Lord Admiralicji Winston Churchill zwrócił się do Prezesa Zarządu Handlu, że

"najważniejsze jest przyciągnięcie neutralnych statków do naszych brzegów, w nadziei uwikłania Stanów Zjednoczonych w konflikt z Niemcami."

Doniesienia o ataku nie poinformowały też o tym, że statek przewoził amunicję i inne zaopatrzenie wojskowe. Zamiast tego, raporty po raz kolejny podkreśliły, że atak był niespodziewanym uderzeniem maniakalnego wroga i społeczeństwo zostało wciągnięte w wojnę.

Zaangażowanie USA w II Wojnę Światową również było wynikiem celowej dezinformacji. Pomimo, że Honolulu Advertiser przewidział atak na Pearl Harbor wiele dni wcześniej, mimo, że kody japońskiej marynarki wojennej były już w tym czasie złamane, i nawet mimo, że Henry Stimson, amerykański Sekretarz Wojny, zapisał w swoim dzienniku tydzień wcześniej, że na spotkaniu z Rooseveltem omawiał "jak powinniśmy wmanewrować ich [Japończyków] tak aby oddali pierwszy strzał, nie stwarzając zbyt wielkiego zagrożenie dla nas", społeczeństwo zostało przekonane i uwierzyło, że atak na Pearl Harbor był całkowicie nieprzewidziany.

Dopiero co w zeszłym miesiącu, pojawiło się odtajnione memorandum ukazujące, że Franklin Roosevelt został ostrzeżony o zbliżającym się japońskim ataku na Hawajach dokładnie na trzy dni przed wydarzeniami na Pearl Harbor. Mimo to książki historyczne wciąż przedstawiają Pearl Harbor jako przykład ataku z zaskoczenia.

W sierpniu 1964 roku, opinii publicznej powiedziano, że Północny Wietnam dwukrotnie zaatakował niszczyciel USA w Zatoce Tonkin. Ataki były przedstawiane jako jasny przykład "komunistycznej agresji" i wkrótce w Kongresie uchwalono rezolucję, upoważniającą prezydenta Johnsona do rozpoczęcia rozmieszczania sił amerykańskich w Wietnamie. W 2005 roku ujawnione zostało wewnętrzne studium NSA stwierdzające, że drugi atak w rzeczywistości nigdy nie miał miejsca. W efekcie, 60.000 amerykańskich żołnierzy i trzy miliony Wietnamczyków, nie mówiąc o 500.000 mieszkańców Kambodży i Laosu straciło życie z powodu incydentu, który nigdy nie miał miejsca, poza wyobraźnią administracji Johnsona i łam amerykańskich mediów.

W 1991 roku światu została przedstawiona emocjonalna opowieść Nayirah, dziewczyny z Kuwejtu, który zeznawała o zbrodniach popełnianych przez siły irackie w Kuwejcie.

"Widziałam żołnierzy irackich wkraczających do szpitala. Wyjęli dzieci z inkubatorów i pozwolili im umrzeć na zimnej podłodze. To było przerażające."

To o czym światu nie powiedziano, to że cały incydent był w rzeczywistości efektem pracy firmy public relations o nazwie "Hill and Knowltown", a dziewczynka w rzeczywistości była córką kuwejckiego ambasadora. Po raz kolejny społeczeństwo zostało wpędzone w szał nienawiści dla reżimu Husajna, nie w wyniku dobrze udokumentowanych okrucieństw rzeczywiście popełnionych przez niego na własnym narodzie z użyciem broni dostarczonej przez Stany Zjednoczone, ale na podstawie wymyślonej opowieści opowiedzianej za pośrednictwem telewizorów i przygotowanej przez firmę PR.

W dążeniu do wojny w Iraku, amerykańskie media objęły haniebne przewodnictwo w kształtowaniu debaty na temat broni masowego rażenia będącej jakoby w posiadaniu irackiego rządu, nie jako pytanie, czy ona w ogóle istnieje, ale jako pytanie, gdzie została ukryta i co trzeba zrobić, aby ją rozbroić. New York Times prowadził w tym prym z haniebnymi raportami Judith Miller na temat irackiej broni masowego rażenia, opartymi, jak obecnie wiadomo, na fałszywych informacjach z nierzetelnych źródeł, a reszta mediów stanęła w linii zgodnie z NBC Nightly News zadających pytanie "jakie dokładnie zagrożenie Irak i jego broń masowego rażenia stwarza dla Ameryki".

A "Time" zastanawiał się, czy Husajn "czynił w dobrej wierze wysiłki na rzecz rozbrojenia irackiej broni masowego rażenia". Raporty o składowiskach broni chemicznej publikowano zanim zostały potwierdzone, a nagłówki wielkimi literami potwierdzały ich istnienie jako bezsporny fakt.

Teraz wiemy, że w rzeczywistości składowiska takie nie istniały, a administracja z premedytacją okłamywała społeczeństwo w celu doprowadzenia do kolejnej wojny. A największy sprzeciw jaki w ogóle administracja Busha napotkała w związku ze swoimi udokumentowanymi zbrodniami wojennymi były jakieś łagodne wzmianki w niedzielnym politycznym talk show.

- Pozwól mi zapytać o to. Jeśli nie mieli tej broni masowego rażenia, jeśli to prawda, to dlaczego epatowano nas medialnymi groźbami na ten temat.
- Jesteś jedynym, obok kilku innych, którzy stosują określenie 'medialne groźby' ja nie groziłem, prezydent nie groził i stało się to jakiegoś rodzaju folklorem, że miało to miejsce.
- Twierdzisz, że nikt w administracji nie mówił nic takiego?
- Nie mogę mówić za wszystkich w administracji twierdząc, że nikt nie mówił.
- Prezydent tak nie mówił?
- Jeśli masz jakieś cytaty chciałbym je zobaczyć.
- "Niektórzy argumentują, że - to pan mówi - "niektórzy argumentują, że nuklearne zagrożenie z Iraku nie jest nieuniknione że Saddam jest co najmniej 5 do 7 lat od zdobycia broni nuklearnej. Nie byłbym tego taki pewien."
- Hm?
- I..., a.. Cóż,... ja... próbowałem być precyzyjny, dokładny...
- "Żaden kraj nie stwarza tak bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa naszego narodu i stabilności świata jak reżim Saddama Husajna w Iraku".
- Mój pogląd na sytuację był taki, że... wierzyliśmy najlepszym informacjom wywiadowczym jakie mieliśmy my i inne kraje.

Co ciekawe, społeczeństwo wyraźnie niczego się nie nauczyło z wszystkich tych udokumentowanych manipulacji. Jeśli już to media stały się jeszcze bardziej bezczelne w próbach manipulacji opinii publicznej, zapewne ośmielone tym, że tak niewiele osób jest skłonnych kwestionować obraz świata malowany im w wieczornych wiadomościach.

W 2008 roku CNN wyemitowało materiał przedstawiający bombardowanie Cchinwali w Osetii Południowej, fałszywie opisując to jako materiał z Gori, które, jak twierdzili, zostało zaatakowane przez Rosjan. Natychmiast zaprzeczył temu kamerzysta, który nakręcił zdjęcia.

- Dziś kiedy przyjechaliśmy i podano w wiadomościach, że Gori zostało zbombardowane zobaczyłem swoje nagranie. Powiedziałem: To nie Gori! To Cchinwali. Nie potrzebuję wiele, aby stwierdzić w którym miejscu było to nakręcone. Mogę przysiąc przed każdym trybunałem. Mogę wskazać dokładną lokalizację miejsca na mapie, gdzie ja i kamerzysta to kręciliśmy. To było 50 metrów od żołnierzy sił pokojowych. Wszyscy ci żołnierze, których każdy ruch odbywa się pod kontrolą ONZ, zostali zabici. Gruzini rozstrzelali cały ich batalion.

W 2009 roku BBC pokazało przycięty obraz wiecu w Iranie, który ich zdaniem był tłumem demonstrantów, którzy zebrali się, aby pokazać swoją opozycję wobec rządu Iranu. Nieprzycięta wersja tego samego zdjęcia wyświetlana na stronie internetowej Los Angeles Times wykazała jednak, że zdjęcie w rzeczywistości pochodziło z wiecu poparcia dla Ahmadineżada.

W sierpniu 2011 roku, BBC wyemitowało materiał filmowy, który jak twierdzili, ukazywał ludzi świętujących na placu Green Square w Trypolisie. Kiedy bystroocy widzowie zauważyli, że flagi w tym materiale w rzeczywistości są flagami indyjskimi, BBC zostało zmuszone przyznać, że "przypadkowo" wyemitowało zdjęcia z Indii zamiast Trypolisu.

W tym samym miesiącu, CNN poinformowało o historii Syryjskich Obserwatorów Praw Człowieka, twierdzących że osiem noworodków w inkubatorach zmarło w szpitalu w Hama, gdy władze Syrii wyłączyły zasilanie na tym obszarze. Niektóre witryny z wiadomościami przedstawiły nawet zdjęcia niemowląt. Później przyznano, że zostały one wykonane w Egipcie i nigdy nie pojawiły się żadne dowody na poparcie oskarżeń.

Jakkolwiek zapierające dech w piersiach są te wszystkie kłamstwa, manipulacje i tzw. "błędy", nie reprezentują one jedynej funkcji mediów dla machiny wojennej. Obecnie rząd USA przyjmuje rolę przewodnią w coraz większym bezpośrednim zaangażowaniu w przekształcaniu przekazu medialnego w wojenną propagandę, a społeczeństwo staje się jeszcze bardziej zaślepione fałszywym obrazem świata projektowanym przez obiektywy Pentagonu.

W 2005 oku Biały Dom Busha przyznał się do produkcji filmów, które zostały zaprojektowane, aby wyglądać jak doniesienia niezależnych dziennikarzy, a następnie karmienia tymi sprawozdaniami mediów, jako paczkowany materiał gotowy do wyemitowania w wieczornych wiadomościach. Kiedy Biuro Odpowiedzialności Rządu orzekło, że te fałszywe wiadomości w rzeczywistości stanowią bezprawną skrytą propagandę, Biały Dom wydał po prostu notatkę uznającą te praktyki za legalne.

W kwietniu 2008 roku New York Times ujawnił tajny program amerykańskiego Departamentu Obrony uruchomiony w 2002 roku, który wykorzystywał emerytowanych oficerów wojskowych do propagowania punktu widzenia Pentagonu w mediach. Oficerowie byli przedstawiani jako "niezależni analitycy" w talk show-ach i programach informacyjnych, choć w rzeczywistości byli wcześniej specjalnie przeszkoleni przez Pentagon. W grudniu 2011 roku własny Inspektor Departamentu Obrony opublikował raport stwierdzający, że program ten był w doskonałej zgodności z polityką rządu i przepisami.

Na początku tego roku, okazało się rząd USA zawarł z HBGary Federal kontrakt na napisanie oprogramowania, które tworzy fałszywe konta na portalach społecznościowych w celu sterowania opinią publiczną i promowanie propagandy na popularnych stronach internetowych. Federalny kontrakt określał oprogramowanie jako pochodzące z Bazy Sił Powietrznych MacDill na Florydzie.

Jako narzędzie, poprzez które informacje ze świata zewnętrznego są zbierane, sortowane, redagowane i przekazywane do naszych domów, środki masowego przekazu ponoszą ogromną odpowiedzialność za kształtowanie naszego rozumienia wydarzeń, do których nie mamy bezpośredniego dostępu. To ogromna odpowiedzialność w nawet najbardziej idealnych warunkach, z sumiennymi dziennikarzami, prowadzonymi przez godnych zaufania redaktorów robiących co w ich mocy, aby przekazywać najważniejsze wiadomości w najbardziej bezpośredni sposób.

Ale w krajobrazie mediów, w którym mała garstka firm posiada na własność praktycznie wszystkie media drukowane, radio i telewizję w każdym kraju, jedynym ratunkiem jaki społeczeństwo ma jest odwrócenie się od głównych mediów w ogóle. I to jest właśnie to, co się dzieje. Jak wykazują jedne badania po drugich, śmierć starych mediów przyspieszyła w ostatnich latach wraz z coraz większą ilością ludzi porzucających gazety, a obecnie nawet telewizję jako swoje główne źródło informacji. Zamiast tego, społeczeństwo coraz częściej zwraca się do źródeł internetowych jako źródła wiadomości i informacji. Coś, co jest w coraz większym stopniu niepokojące dla machiny wojennej - systemu, który może się rozwijać tylko wtedy, gdy propaganda znajduje się pod monopolistyczną kontrolą.

Ale kiedy społeczeństwo odwraca się od New York Times-a ku niezależnym stronom internetowym, wielu prowadzonym i utrzymywanym przez dziennikarzy obywatelskich i redaktorów amatorów, system, który konsoliduje kontrolę nad umysłami społeczeństwa od pokoleń, wydaje się wreszcie wykazywać oznaki, że może być zwyciężony. Na pewno to nie znaczy, że media online są odporne na wady, które spowodowały, że tradycyjne media są tak niegodne zaufania. Wręcz przeciwnie. Jednak różnica polega na tym, że w Internecie, wciąż jeszcze istnieje stosunkowo duża wolność wyboru na poziomie indywidualnym. Podczas gdy istnieje wolność Internetu, indywidualni czytelnicy i widzowie w żadnej sprawie nie muszą przyjmować każdego słowa na stronie WWW lub wypowiedzi eksperta czy komentatora. Mogą je sprawdzić w dokumentacji źródła, z wyjątkiem, być może nie przypadkiem, stron internetowych mediów tradycyjnych, które nie mają zwyczaju podawania materiału źródłowego i dokumentacji w swoich artykułach. Stąd powstanie ustaw SOPA, Protect IP, które są próbami rządu USA przejęcia stron internetowych na poziomie nazw domen i wszystkie inne połączone ataki na wolność Internetu, które widzieliśmy w ostatnich latach.

Bo ostatecznie, świadome i zaangażowane społeczeństwo jest znacznie mniej skłonne, aby zgadzać się na wojny prowadzone o władzę i zysk. I kiedy społeczeństwo staje się lepiej poinformowane o najważniejszych problemach o których media próbowały kłamać od tak dawna, zaczyna zdawać sobie sprawę, że odpowiedź na nieustanne podżeganie do wojny i wszystkie rażące manipulacje mediów głównego nurtu, jest prostsza niż kiedykolwiek podejrzewaliśmy:

Wszystko, co musimy zrobić, to je wyłączyć.

James Corbett

Tłumaczenie: davidoski


James Corbett jest niezależnym dziennikarzem, który do 2004 żyje i pracuje w Japonii. Od 2007 roku tworzy i produkuje Raport Corbetta, niezależne internetowe źródło informacji. Jego zbliżająca się książka, pt. "Reportaż: Eseje o Nowym Porządku Światowym", będzie dostępna pod koniec roku.

http://www.corbettreport.com











free counters





niedziela, 1 stycznia 2012

Obama podnosi militarną stawkę - konfrontacja na granicach z Rosją i Chinami (II)


 

Eskalacja konfrontacji z Rosją

Reżim Obamy rozpoczął frontalny napór militarny na granicach Rosji. Stany Zjednoczone przesunęły do ​​przodu bazy rakietowe i stanowiska Sił Powietrznych w Polsce, Rumunii, Turcji, Hiszpanii, Czechach i Bułgarii: bazy rakiet przeciwlotniczych Patriot PAC-3 w Polsce, zaawansowany radar AN/TPY-2 w Turcji i kilka uzbrojonych w rakiety SM-3 IA okrętów wojennych w Hiszpanii stanowią istotną broń otaczającą Rosję, zaledwie kilka minut od jej strategicznego serca. Po drugie, reżim Obamy na pełną skalę uruchomił wysiłek utrzymania i rozbudowania amerykańskich sił militarnych w Azji Środkowej, na terenie byłych republik radzieckich. Po trzecie, Waszyngton, poprzez NATO, rozpoczął poważne gospodarcze i wojskowe operacje przeciwko głównym partnerom handlowym Rosji w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Wojna NATO przeciwko Libii, która zmiotła reżim Kadafiego, całkowicie sparaliżowała lub zniszczyła wielomiliardowe rosyjskie inwestycje naftowo-gazowe, sprzedaż broni dla Libii i zastąpiła poprzedni przyjazny dla Rosji reżim, nowym marionetkowym względem NATO.

ONZ-owsko NATO-wskie sankcje gospodarcze i amerykańsko-izraelskie tajne operacje terrorystyczne wymierzone w Iran podważyły lukratywne rosyjskie wielomiliardowe umowy wymiany technologii nuklearnej i wspólne przedsięwzięcia naftowe w Iranie. NATO, w tym Turcja, wspierane przez monarchiczne dyktatury Zatoki Perskiej, wprowadziły ostre sankcje i finansują ataki terrorystyczne na Syrię, ostatniego w regionie sojusznika Rosji, na terenie którego Rosja ma jedyną na Morzu Śródziemnym bazę marynarki wojennej (Tartous). Wcześniejsza współpraca Rosji z NATO w osłabianiu własnej pozycji gospodarczej i bezpieczeństwa jest produktem monumentalnego niezrozumienia imperialnej polityki NATO, a w szczególności polityki Obamy. Rosyjski prezydent Miedwiediew i jego minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow błędnie zakładali (podobnie jak Gorbaczow i Jelcyn wcześniej), że poparcie amerykańsko-natowskiej polityki wobec partnerów handlowych Rosji, spowoduje określonego rodzaju "wzajemności": demontaż amerykańskiej ofensywnej "tarczy antyrakietowej" na rosyjskich granicach oraz wsparcie dla przyjęcia Rosji do Światowej Organizacji Handlu. Miedwiediew, podążając za swoimi liberalnymi prozachodnimi urojeniami, stanął w linii i poparł amerykańsko-izraelskie sankcje wobec Iranu, wierząc w bajki o "broni jądrowej". Następnie Ławrow stanął w linii NATO i zagłosował za ustanowieniem "strefy zakazu lotów dla ochrony libijskiej ludności cywilnej", słabo i o wiele za późno "protestując" przeciwko "przekraczaniu przez NATO swojego mandatu" przez bombardowanie Libii do stanu średniowiecza i zainstalowanie tam pro-NATO-wskiego marionetkowego reżimu szubrawców i fundamentalistów. Wreszcie, gdy USA wbiło tasak w serce Rosji, kontynuując wszelkimi metodami wysiłki zainstalowania wyrzutni rakietowych 5 minut lotu od Moskwy i organizując jednocześnie zmasowaną zbrojną napaść na Syrię, Miedwiediew i Ławrow obudzili się z odrętwienia i sprzeciwili sankcjom ONZ. Miedwiediew zagroził zerwaniem traktatu o redukcji strategicznych rakiet nuklearnych (START) oraz rozmieszczeniem rakiet średniego zasięgu 5 minut lotu od Berlina, Paryża i Londynu.

Polityka Miedwiediewa-Ławrowa o konsolidacji i współpracy, oparta na retoryce Obamy o "zresetowaniu stosunków", zaprosiła USA do agresywnego budowania imperium: każda kapitulacja prowadzi do ​​dalszej agresji. W rezultacie Rosja jest na zachodniej granicy otoczona pociskami, poniosła straty wśród swoich największych partnerów handlowych na Bliskim Wschodzie i stoi w obliczu amerykańskich baz w południowo-zachodniej i środkowej Azji.

Spóźnieni rosyjscy urzędnicy ruszyli, aby zastąpić mającego naiwne urojenia Miedwiediewa realistą Putinem, jako przyszłym prezydentem. Ta zmiana na politycznego realistę w sposób przewidywalny wywołała falę wrogości wobec Putina we wszystkich zachodnich mediach. Agresywna polityka Obamy izolowania Rosji przez podkopywanie jej niepodległego reżimu nie wpłynęła jednak na status Rosji jako potęgi nuklearnej. Powiększyła tylko napięcia w Europie i przypuszczalnie zakończyła jakiekolwiek szanse przyszłej pokojowej redukcji broni nuklearnej oraz zniweczyła wysiłki osiągnięcia konsensusu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w kwestii pokojowego rozwiązywania konfliktów. Waszyngton, pod Obamą-Clinton, przemienił Rosję z podatnego klienta na głównego przeciwnika.

Putin dąży do pogłębienia i rozszerzenia stosunków ze Wschodem, w szczególności z Chinami, w obliczu zagrożenia z Zachodu. Połączenie zaawansowanej technologii rosyjskiej broni, zasobów energetycznych oraz chińskiego dynamicznego wzrostu produkcyjnego i przemysłowego są czymś więcej niż tylko konkurencją dla rozdartych kryzysem, tarzających się w stagnacji, gospodarek UE-USA.

Konfrontacja militarna Obamy z Rosją radykalnie odetnie dostęp do rosyjskich surowców naturalnych i ostatecznie wykluczy jakiekolwiek strategiczne długoterminowe porozumienia w kwestii bezpieczeństwa, które mogłyby być użyteczne w obniżaniu deficytu i ożywieniu gospodarki USA.



Między realizmem a urojeniami: Polityka "Strategicznego Przekierunkowania" USA


Uznanie Obamy, że obecne i przyszłe centrum władzy politycznej i gospodarczej zmierza nieuchronnie w kierunku Azji, było przebłyskiem politycznego realizmu. Po straconej dekadzie pompowania setek miliardów dolarów w wojskowe awantury na marginesach i peryferiach światowej polityki, Waszyngton w końcu odkrył, że, z wyjątkiem - w sensie negatywnym - krwawienia własnych zasobów dla straconych spraw, nie ma go tam, gdzie los narodów, zwłaszcza Wielkich Potęg, będzie się decydował. Nowy realizm Obamy i priorytety są teraz najwyraźniej skoncentrowane na południowo-wschodniej i północno-wschodniej Azji, gdzie kwitną dynamiczne gospodarki, rynki rozwijają się w dwucyfrowym tempie, inwestorzy zbierają wielomiliardowe żniwa z działalności produkcyjnej, a handel rozwija się trzy razy szybciej niż w USA i UE.

Ale "nowy realizm" Obamy zainfekowany jest całkowicie urojonymi założeniami, które wykolejają jakiekolwiek wysiłki przekierunkowania polityki USA.

Przede wszystkim, wysiłek Obamy, aby „wejść” do Azji, odbywa się przez rozbudowę militaryzmu, a nie przez zaostrzenie i poprawę konkurencyjności gospodarczej USA. Co takiego produkują Stany Zjednoczone dla krajów azjatyckich, co mogłoby zwiększyć udział USA na tym rynku? Oprócz broni, samolotów i rolnictwa, USA niewiele ma konkurencyjnych branż. Stany Zjednoczone musiałyby w pełni przeorientować swoją gospodarkę, podnieść wykwalifikowanie siły roboczej i przetransferować miliardy dolarów z "bezpieczeństwa" i militaryzmu na stosowalne innowacje. Ale Obama działa w ramach obecnego wojskowo-syjonistyczno-finansowego kompleksu: nie zna innego i nie jest w stanie z nim zerwać.

Po drugie, Obama-Clinton działają w złudzeniu, że USA mogą wykluczyć Chiny lub zminimalizować ich rolę w Azji - polityka, która jest podcinana przez ogromne i rosnące inwestycje i obecność wszystkich głównych amerykańskich korporacji międzynarodowych w Chinach, które wykorzystują je jako platformę eksportu do Azji i reszty świata.

Narastający militaryzm amerykański i polityka zastraszania może tylko zmusić Chiny do zmniejszenia swojej roli wierzyciela finansującego amerykański dług, polityki, którą Chiny mogą wprowadzić, ponieważ rynek amerykański, choć wciąż ważny, zmniejsza się, podczas gdy Chiny rozszerzają swoją obecność na rynkach Azji, Ameryki Łacińskiej i Europy.

To, co wydawało się Nowym Realizmem okazuje się teraz być nawrotem Starych Urojeń: koncepcji, że Stany Zjednoczone mogą powrócić do bycia największą Potęgą Pacyfiku, jaką były po drugiej wojnie światowej. Stany Zjednoczone pod wodzą Obamy-Clinton próbują powrócić do dominacji na Pacyfiku z okaleczoną ekonomią, nawisem nadmiernie zmilitaryzowanej gospodarki oraz poważnym problemem strategicznym: w ciągu ostatniej dekady polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych była tworzona na zawołanie izraelskiej piątej kolumny - "lobby" izraelskiego. Cała klasa polityczna Stanów Zjednoczonych jest pozbawiona wspólnego, praktycznego sensu i narodowego celu. Klasa ta jest zanurzona w debatach troglodytów o "nieograniczonych czasowo aresztowaniach" i "masowym wypędzeniu z kraju imigrantów". Co gorsza, wszyscy oni są opłacani przez prywatne korporacje, które sprzedają co się da w USA, a inwestują w Chinach.

Dlaczego Obama wyrzeka się kosztownych wojen na niezyskownych peryferiach, a następnie promuje tę samą militarną metafizykę w dynamicznym centrum gospodarczego świata? Czy Barack Obama i jego doradcy uważają, że będzie on Drugim Admirałem Commodore Perry, którego XIX-wieczne okręty wojenne i blokady zmusiły Azję do otwarcia się na zachodni handel? Czy wierzy, że sojusze wojskowe będą pierwszym etapem późniejszego okresu uprzywilejowanej pozycji ekonomicznej?

Czy Obama wierzy, że jego reżim może zablokować Chiny, tak jak Waszyngton zrobił to z Japonią w przededniu II wojny światowej? Jest już za późno. Chiny znacznie bardziej stanowią centrum gospodarki światowej, są zbyt istotne dla finansowania amerykańskiego długu i zbyt ściśle związane z 500 największymi korporacjami międzynarodowymi z listy Forbesa. Prowokowanie Chin, fantazjowanie na temat gospodarczego "wykluczenia" Chin, aby je powalić, jest prowadzeniem polityki, która całkowicie zaburzy gospodarkę światową - a najbardziej amerykańską!



Podsumowanie


Obamy "realizm głupka", jego odejście od wojen w świecie muzułmańskim na rzecz konfrontacji militarnej w Azji, nie ma praktycznie żadnej wartości, wywołując jednocześnie olbrzymie obciążenie kosztami zewnętrznymi. Militarna metoda i gospodarcze cele są całkowicie nie do pogodzenia i poza zdolnością USA. Polityka Waszyngtonu nie "osłabi" Rosji ani Chin i w jeszcze mniejszym stopniu je zastraszy. Zamiast tego zachęci obydwie te potęgi do przyjęcia bardziej nieprzyjaznej postawy, czyniąc mniej prawdopodobnym, że wyciągną pomocną dłoń do kolejnych wojen Obamy na rzecz Izraela. Rosja wysłała już swoje okręty wojenne do portu syryjskiego, odmówiła poparcia embarga na eksport broni do Syrii i Iranu oraz (w retrospekcji) skrytykowała wojnę NATO przeciw Libii. Chiny i Rosja mają zbyt wiele strategicznych powiązań z gospodarką światową, aby ponosić jakiekolwiek większe straty w wyniku serii amerykańskich wysuniętych przyczółków wojskowych i "ekskluzywnych" sojuszy. Rosja może wycelować w Zachód tyle samo śmiercionośnych pocisków nuklearnych, co USA ze swoich baz w Europie Wschodniej.

Eskalacja militarna Obamy nie zmieni równowagi sił nuklearnych, spowoduje za to bliższy i głębszy sojusz Rosji i Chin. Dawno minęły dni strategii Kissingera-Nixona "dziel i rządź", mierzącej amerykańsko-chińskie umowy handlowe przeciwko rosyjskiej broni. Waszyngton całkowicie przecenił znaczenie obecnych sprzeczek morskich między Chinami i ich sąsiadami. To co ich łączy pod względem gospodarczym jest o wiele ważniejsze w średnio i długoterminowym okresie. Chińskie więzi gospodarcze z Azją zerodują każde wątpliwe powiązania wojskowe ze Stanami Zjednoczonymi.

Obamy "realizm głupka" widzi rynek światowy przez wojskowe soczewki. Militarna arogancja w stosunku do Azji doprowadziła już do naruszenia sojuszu z Pakistanem, najbardziej posłusznym reżimem satelickim w Azji Południowej. NATO celowo zaszlachtowało 24 pakistańskich żołnierzy grając na nosie pakistańskim generałom, podczas gdy Chiny i Rosja potępiły atak i zyskały wpływy.

Ostatecznie, militarna i wykluczeniowa postawa względem Chin zawiedzie. Waszyngton, będąc zbyt pewnym siebie, odstraszy byłych azjatyckich partnerów biznesowych, którzy chcą ośmieszyć amerykańską obecność wojskową, nastawioną na uzyskanie taktycznych korzyści ekonomicznych. Z pewnością nie chcą wywołanej przez USA nowej "zimnej wojny" dzielącej i osłabiającej dynamikę wewnątrz-azjatyckiego handlu i inwestycji. Obama i jego sługusy szybko zrozumieją, że obecni przywódcy azjatyccy nie mają stałych sojuszników - tylko stałe interesy. W ostatecznym rozrachunku, Chiny obejmują istotne znaczenie w konfiguracji nowej scentralizowanej na Azji gospodarce światowej. Waszyngton może twierdzić o swojej "stałej obecności na Pacyfiku", ale dopóki nie pokaże, że jest w stanie zadbać o swój własny tyłek w kraju, jak uporządkowanie finansów i zrównoważenie deficytu na rachunku bieżącym, amerykańska Marynarka Wojenna może skończyć wynajmując swoją flotę azjatyckim eksporterom i spedytorom, transportując ich towary i ochraniając przed piratami, przemytnikami i handlarzami narkotyków. Jeśli się zastanowić, Obama mógłby zmniejszyć deficyt handlowy USA z Azją wynajmując Siódmą Flotę do patrolowania cieśnin, zamiast marnować pieniądze amerykańskich podatników na zastraszanie nią azjatyckich potęg gospodarczych. 



Prof. James Petras
Tłumaczenie: davidoski

http://www.globalresearch.ca


free counters